Dlaczego unikanie ruchu przy bólu pleców pogarsza sprawę?

Spis treści

To zdanie krąży po forach poświęconych bólowi pleców. Wpisują je osoby, które utknęły w miejscu. Wiedzą, że ruch by pomógł, jednak każda próba kończy się bólem. I właśnie dlatego z każdym razem strach przed następną próbą rośnie.

Jeśli się w tym poznajesz, ten artykuł jest dla Ciebie.

Twój mózg nie kłamie. Po prostu odbiera to w inny sposób.

Kiedy boisz się ruszyć, to nie jest słabość ani przesada. To mechanizm ochronny, który w pewnym momencie przestał Ci służyć.

Po epizodzie bólu nieważne, czy to był ostry atak rwy, „strzelenie” w krzyżu, czy miesiące tępego bólu przy biurku mózg zapamiętuje: ruch = zagrożenie. I właśnie dlatego przy każdej kolejnej próbie aktywności uruchamia alarm.

To zjawisko ma nawet swoją nazwę: kinezjofobia. Jest to lęk przed ruchem wynikający z obawy przed bólem lub ponownym urazem. Badania Śląskiego Uniwersytetu Medycznego pokazują, że dotyka szczególnie osób z przewlekłymi dolegliwościami dolnego odcinka kręgosłupa, a więc dokładnie tych, które najbardziej potrzebują ruchu.

Paradoks polega na tym, że im bardziej unikasz ruchu, tym gorzej. Mięśnie słabną, ponieważ przestają pracować. Stawy sztywnieją, przez co zakres ruchu się zmniejsza. Tolerancja na obciążenie spada, a w efekcie każdy kolejny ruch boli bardziej niż poprzedni.

Odpoczynek nie leczy bólu pleców. Często go utrwala.

To jedno z najważniejszych odkryć nowoczesnej medycyny bólu. Według wytycznych Medycyny Praktycznej, kinezyterapia, czyli leczenie ruchem – zmniejsza ból i niesprawność skuteczniej niż farmakoterapia w przypadku przewlekłego bólu krzyża.

Mówiąc prościej: tabletki wyciszają objawy. Ruch natomiast leczy przyczynę.

Jednak nie każdy ruch. I nie w każdym momencie.

Czego naprawdę potrzebujesz kiedy bolą plecy?

Nie potrzebujesz „rozbiegać” bólu ani „przełamać się” przez siłę woli. Potrzebujesz ruchu, który jest:

  • bezpieczny – dopasowany do aktualnego stanu Twojego ciała
  • stopniowy – zaczynający od tego, co możesz zrobić dziś
  • sensowny – taki, przy którym rozumiesz, co i dlaczego robisz

W pracy z klientami w Zielonkach często widzę ten moment. Ktoś przychodzi z historią bólu, który trwa miesiącami. Był u lekarza, dostał leki. Był na masażach – pomagało, ale tylko na chwilę. Próbował ćwiczyć z YouTube – jednak bolało go bardziej niż przed treningiem.

I właśnie na pierwszym treningu okazuje się, że problem nie leży w kręgosłupie. Leży w tym, że ciało nigdy nie nauczyło się prawidłowo pracować pod obciążeniem.

Jeśli utknęłaś w tym błędnym kole i nie wiesz od czego zacząć – napisz do mnie. Pierwsze spotkanie to rozmowa o tym, gdzie jesteś i co możemy zrobić. Bez presji, bez bólu, bez zgadywania. Znajdziesz mnie w Przystani na Trening w Zielonkach koło Krakowa.

Jak wygląda wychodzenie z tego koła?

Nie ma jednej recepty. Jest jednak schemat, który działa.

Krok 1: Zrozumienie Zanim zaczniesz ćwiczyć, musisz wiedzieć, co tak naprawdę boli i dlaczego. Sam opis z rezonansu często nie wystarczy, ponieważ nie pokazuje, jak Twoje ciało zachowuje się w ruchu. Ważne jest to, gdzie są ograniczenia, gdzie brakuje siły i gdzie mózg „wyłącza” mięśnie z obawy przed bólem.

Krok 2: Pierwsze bezpieczne ruchy Nie przysiad ze sztangą. Nie martwy ciąg. Chodzi o ruchy, które są poniżej progu bólu — takie, które uczą ciało: ruch jest bezpieczny. Dzięki temu układ nerwowy stopniowo przestaje reagować alarmem na każdy wysiłek.

Krok 3: Stopniowe zwiększanie obciążenia Kiedy ciało przestaje się bać, można dawać mu więcej. Każdy tydzień jest trochę trudniejszy, jednak zawsze w granicach komfortu. Tkanki adaptują się do obciążenia i właśnie dlatego z czasem przestają boleć przy czynnościach, które wcześniej były nie do zniesienia.

Krok 4: Powrót do tego, co lubisz Bieganie. Tenis. Wyjście z psem bez strachu, że „coś strzeli”. Wyjazd w góry. To jest prawdziwy cel, nie sam „brak bólu”, ale sprawność, która pozwala żyć tak jak chcesz.

Co z tym strachem?

Strach nie znika od razu. I nie musi. Ważne jest jednak, żeby przestał decydować za Ciebie.

Jeden z moich klientów, Wiesław, przez lata borykał się z bólem w odcinku lędźwiowym. Przyznał wprost, że sceptycznie podchodził do idei treningu na ból pleców. Mimo to zdecydował się spróbować. Po trzech sesjach napisał: „już po trzech godzinnych sesjach poczułem znaczną poprawę w komforcie codziennego funkcjonowania.”

Nie dlatego, że zrobiłem coś magicznego. Po prostu jego ciało dostało to, czego potrzebowało – bezpieczny, dobrze zaplanowany ruch. W efekcie mózg przestał krzyczeć „niebezpieczeństwo”.

Twoje ciało nie jest zepsute

Nie nauczyło się jeszcze, że ruch mu nie zaszkodzi.

To jednak można zmienić.

Zobacz jak możemy Ci pomóc i zarezerwuj wizytę.

Skontaktuj się